
Każdy kto ogląda mój ogród patrząc mówi: „oj, tutaj to trzeba bez przerwy pracować”.
… otóż, absolutnie nie
Nie mam chwastów. A może mam, ale rośliny posadzone są tak gęsto, że to one rządzą, nie dając się rozwinąć niepożądanym okazom. Dodatkowo gęsto posadzone rośliny zacieniają glebę, podpierają się wzajemnie. Oczywiście są dobrane tak aby nie konkurowały, a żyły w symbiozie.
Mój ogród jest bogaty.
Pełen kwitnących, o każdej porze roku, bylin i krzewów. Teraz to sadźce, rozchodniki, rudbekie. I tak przez cały sezon. Dlatego dobrze czują się tu pszczoły, trzmiele, biedronki.
Zdarzają się mszyce, ale równowaga zachowana jest na tak wspaniałym poziomie, że nie stosuję żadnych oprysków, a wszelkie skorki, żarłoczne larwy biedronek, a nawet drapieżne osy (zjadają mszyce) są mile widziane. Wykonują pracę za mnie.



Moi mali pomocnicy.
Większość drzew, które posadziłam- jarzębiny, rajskie jabłonie i krzewów – kaliny, pęcherznice, bzy czarne zawiązują masę owoców, a także nasiona bylin zapewniają ptakom jedzenie w zimowe miesiące. A za to odwzajemniają się pracą – zbierają nieustannie szkodniki. Miejsce w moim ogrodzie znalazły też iglaki -uwielbiają je jako schronienie jaszczurki. Mam też ropuchy- niestety w niewystarczającej ilości aby zwalczyć komary.
Ogród bogaty, absolutnie nie oznacza trudny...
Mam szczęście posiadać kawałek lasu. Tam przy drewutni, zostawiam kopczyk opadniętych liści, jako schronienie dla jeży. Dbam o swój ogród, ale nie jestem w tym zbyt dokładna. Ogród ma cieszyć oko, ale nie ma być udręką. A już jesienią rządzi się zupełnie sam. Dbam tylko o trawnik, aby nie zalegały na nim liście. Ogród bogaty, absolutnie nie oznacza trudny, wręcz przeciwnie.








